niedziela, 4 grudnia 2016

Niemerytoryzne, stronnicze i dyskryminacyjne działania zespołu opiniującego

Obiecałem wcześniej, że opiszę, jak wyglądała 2 część IV posiedzenia. Dodam też kadry z filmiku nagranego z VIII posiedzenia (może innego dnia, bo wymagają one szerszego komentarza - ale z częstotliwości odwiedzin widzę, że urzędnicy bardzo boją się tego nagrania...).

Na wstępne przypomnę jednak o tym, że w protokole z IV posiedzenia nie znalazło się ani jedno słowo z 60 minutowej dyskusji, ani wyniki z 3 głosowań w jej trakcie (urząd i zespół uznali, że było niewygodne przedstawianie tego opinii publicznej, sam urząd nagrań nie zamierza upubliczniać mimo składania kilku wniosków w tej sprawie - do urzędników nie dociera,  że nagrania dokumentują przebieg posiedzenia, są dokumentem elektronicznym tak jak protokół, tyle że rzetelniejszym i na żądanie mają obowiązek je udostępnić, ale tego nie robi, bo wyszła by na jaw arogancja władzy, lekceważenie zasad SBO, uznaniowe a nie merytoryczne podejmowanie decyzji). Cale 60 minut zostało ocenzurowane. Nie skrócono tego nawet do 1 zdania! Nie będę cytować tu aroganckiej odpowiedzi p. Pawła Szczyrkiego, który "wyjaśnił" mi przyczynę tej cenzury.

Na IV posiedzeniu zgłosiłem swoje zastrzeżenia, co do ogólnikowych uwag w kartach ocen zadań. Pomijam tu już sam fakt, że karty te są często niekompletne i pomimo zapisanej w nich groźby odesłania takiej karty do jednostki opiniującej, urząd ani zespół nie kierują tych kart w celu ich uzupełnienia.W kartach tych pojawiają się bardzo ogólnikowe a nierzadko sprzeczne "oceny", że  jednostka X wyraża wątpliwości, co do zgodności zadania z zadaniami własnymi gminy, gdy na temat tego samego zadania inna jednostka Y twierdzi, że zadanie jest zgodne z zadaniami własnymi gminy.

Pojawiają się niemerytoryczne oceny, że zadanie może ingerować w infrastrukturę i utratę gwarancji, może być sprzeczne z założeniami programu dofinansowania unijnego, że może kolidować z przyszłymi inwestycjami. Na tej podstawie zadanie jest oceniane negatywnie. Na zasadzie widzimisię. Żadnych konkretów, nawet najmniejszej próby weryfikacji tych tez, zmiany zakresu zadania lub lokalizacji wskazanych przez autora o kilka metrów dalej. Wystarczy napisać, że coś "może" coś powodować i odrzucić zadanie. Czasy niemerytorycznych ocen, korupcyjnej urzędniczej uznaniowości i braku konkretnych rzetelnych rozstrzygnięć niestety nadal trzymają się dobrze. Lepiej nie ocenić zadania rzetelnie, niż potem za swoją niekompetencję odpowiadać.

Niech autor zadania sam sobie sprawdza, czy zadanie jest sprzeczne z dofinansowaniem unijnym, czy faktycznie będzie kolidować z innymi inwestycjami, szczególnie gdy nie ma on dostępu do tych planów. Nawet jeśli urząd udostępniłby mu stertę ton papieru, to nie autor powinien to wszystko merytorycznie analizować, bo nie musi być specjalistą w tych dziedzinach (prawo unijne, warunki podpisanych umów z wykonawcami,  techniczne dokumenty projektów inwestycji, szczegółów zamówień itd.). Po drugie załóżmy, że autor stwierdził, że jego inwestycja nie koliduje z inwestycjami, nie spowoduj utraty gwarancji, dofinansowania unijnego, ani innych rzeczy itd. Co wtedy? Leniwy urzędnik nadal będzie twierdzić swoje "może"? Czy dopiero wtedy ruszy swoje opłacane z naszych podatków 4 litery i udowodni czarno na białym, jak jest naprawdę?

Po zwróceniu mojej uwagi na te niemerytoryczne oceny, oraz fakt, że w protokole zespół opiniujący powołał się wyłącznie na te karty ocen, członkowie zespołu zaczęli tłumaczyć, że rzekomo były jeszcze jakieś inne powody, z jakich odrzucili zadanie. Mieli wątpliwości do do wymaganej zgody sanepidu. Czyli znowu "może / widzimisię / ZERO konkretnych weryfikowalnych zarzutów". Ciekawe w jaki sposób uzyskanie zgody sanepidu (w ogóle nie wiadomo, czy taka zgoda jest konieczna i czy trzeba go pytać o zdanie), miałoby być przeszkodą w realizacji zadania. Poza tym żadna jednostka merytoryczna nie zgłosiła takiej uwagi. W każdym razie jest zasadnicza różnica  między tym, że dana instytucja może nie wyrazić, a tym że wyrazi lub nie wyrazi zgody. Zresztą taki sanepid nie ma prawa nie wyrażać na coś zgody, jeśli wszystko jest zgodne z prawem i spełnia wszelkie standardy. Po to jest zmieniane od tylu lat prawo, aby ukrócić korupcjogenną swobodę urzędniczą i uznaniowość rodem z poprzedniej epoki. Jeśli by tak było, pokrzywdzony podmiot mógłby pójść z tym do sądu! O ile oczywiście inwestycja nie zostanie odrzucona przez zespół opiniujący z (nie)naszego szczecińskiego budżetu (nie)obywatelskiego. Na jego uznaniowość i widzimisię żaden sąd niestety nie pomoże.

A przecież tak jest prawie z każdą inwestycją. Zawsze można powiedzieć, że konserwator zbytów, Urząd Morski lub Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska może się na coś nie zgodzić, nie pytając tych instytucji o zdanie ani nie weryfikując wymagań prawnych i uznaniowo z góry odrzucić zadanie zgłoszone przez mieszkańca. Zespół opiniujący wie lepiej od tych wszystkich instytucji, jakie wydadzą decyzje, nie musi znać prawa ani niczego sprawdzać. Wystarczy, że członkom zespołu się tylko coś wydaje i jest to wystarczający pretekst do odrzucenia zadania.

Zwróciłem też zespołowi uwagę, dlaczego odsyłają autorów zadań do kart oceny zadań, a nie wskazują z którymi opiniami się zgadzają, a z którymi nie (urzędnicy zapewniali mnie też, że rzekomo do autora dzwonili ale po moich wnioskach okazało się, że telefonów wcale nie było! przy tym odmówiono mi dostępu do treści maili przesłanych do autorów - w skrócie: nie udostępnimy bo nie!). Co autor zadania ma zrobić z takimi niemerytorycznymi  opiniami, aby urzędnicy i zespół, przestali twierdzić, że coś może (a nie musi) nastąpić?

Odpowiedź członków zespołu była wyjątkowo arogancka. To jest radny osiedlowy. Autor zadania ma walczyć o swoje zadanie, nawet jeśli zespół i urzędnicy się mylą. Niech się odwołuje! Szczególnie oburzył mnie ten negatywny stosunek do autora tylko dlatego, że był radnym osiedlowym - najwyraźniej nielubianym w środowisku osób zespołu opiniującego (w zespole zasiadają inni radni osiedlowi i partyjni radni miejscy).

W przypadku innych zadań nie było wcale lepiej. W pewnym zadaniu radna p. radna miejska Jolanta Balicka uznała, że dane zadnienie w żadnym wypadku nie powinno być realizowane, bo mieszkańcy tych terenów wybudowali nielegalnie domy na działkach, które potem zostały im zalegalizowane (no ale zapłacili karę, są już legalne, więc o co chodzi, ile jeszcze lat mają być mieszkańcami 3 kategorii?). Zachęciłoby to rzekomo innych mieszkańców do tego samego i budowania sobie dróg z publicznych pieniędzy. Nie interesowało jej, że zadanie było zgodne z planem zagospodarowania, jednostki merytoryczne nie wskazały żadnych przeciwwskazań poza niedoszacowanym kosztem, że zadanie było zgodne z prawem, ustawami, regulaminem SBO, było dostępne 24h dla wszystkich szczecinian (bo nie był to teren zamknięty jak twierdzili niektórzy nieprzygotowani na posiedzenie członkowie zespołu dopytując o rzeczy, których z lenistwa nie raczyli  przeczytać z przygotowanej specjalnie dla nich karty oceny zadania). Bez znaczenia było tez, że tylko część a nie wszyscy z mieszkańców wybudowali domy nielegalnie, że niektóre mają nowych właścicieli, których absolutnie za nic nie można obwiniać, a co dopiero karać.

W innym zadaniu jednostka merytoryczna oszacowała, że jego  koszt należy zwiększyć, ale okazało się, że nieznacznie przekroczył on próg dla zadań dzielnicowych (a jednostka przecież mogła się pomylić w oszacowaniu). Autor zadania mógł zmniejszyć zakres tego zadania aby pozostało nadal w tej puli, gdzie ma największe szanse na wygraną. Zespół opiniujący był innego zdania. Narzucił autorowi przeniesienie zadania do wyższej puli zadań.

Proszę zwrócić uwagę na to, co się tu wydarzyło. Wcześniej mieliśmy do czynienia z niemerytorycznymi, personalnymi ocenami osoby autora zadania oraz niemerytorycznymi ocenami wyrażonymi przez jednostki rzekomo merytoryczne. Tutaj powiedzmy, że merytorycznie było wszystko w porządku. Co więc było złe?

Po pierwsze to, że zespół opiniujący ani urząd nie mają prawa ingerować w treść zgłoszonych przez autorów zadań. Uchwała rady miasta nie dała im takich uprawnień. Ich wyłączną kompetencją jest opiniowanie.

Po drugie zespół opiniujący wystąpił ze swojej roli niezależnego arbitra i stał się czynną stroną, nakazującą autorowi jak ma poprawić zadanie. Co jeśli autor się nie zgodzi i przedstawi własną propozycję zmiany? Zespół opiniujący stanie przed wyborem - własnej modyfikacji zadania oraz modyfikacji przedstawionej przez autora.

Absolutnie niedopuszczalne jest aby zespół opiniujący podejmował decyzje, w których jest on stroną, która zaingerowała w treść zadania, a następnie tenże zespół tę swoją propozycję ocenia!

Ingerencje zespołu bywają zresztą bardzo różne. Czasami zespół przedstawi autorom korzystniejsze rozwiązania, często po kilka, a innym niekorzystne (z powodu uprzedzeń do zadani, autora, lenistwa członków zespołu albo deficytu ich inteligencji). Inne zadania zespół odrzuca z góry pomimo, że także można je zmodyfikować tak, aby nie budziły niczyich wątpliwości.

Nie można tego procederu nazwać inaczej niż dyskryminowaniem jednych autorów oraz faworyzowaniem innych. Oczywiście jest to, także absolutnie niedopuszczalne. Najwyraźniej nie dla wszystkich.

Niestety ani urzędnicy ani członkowie zespołu nic sobie z tego nie robią a jeszcze reagują agresją na zwracanie uwagi, domagają się zamknięcia dyskusji, skupiają się na ocenie mojej osoby zamiast na ocenie wypowiedzianych przeze mnie argumentach.

Członkowie zespołu ingerują w treści zadań, są stronniczy, podejmują decyzje w oparciu o kwestie niemerytoryczne, nierzadko personalne, nie decydują tu kwestie prawne (w żadnym zadaniu jako powód odrzucenia nie podano konkretnej podstawy prawnej - jest tylko negatywna opinia czyli widzimisię).

Patologia, goni patologię. Nie chcę takiego żałosnego zespołu opiniującego. Nie wybierałem go, a ni nie zgadam się na praktyki, jakie mają miejsce na jego posiedzeniach, niejawność, pozoranctwo otwartości, nieprzejrzystość, fałszowanie i cenzurowanie protokołów z posiedzeń.


Pomijam na razie fakt, że ten zespół opiniujący działa w ogóle nielegalnie, bez podstawy prawnej a jego decyzje są nieważne z mocą wsteczną (chodzi o brak podstaw prawnych uchwały rady miasta - jej sprzeczność z konstytucją i ustawami). Tę kwestię pozostawię na razie bez dłuższego rozwinięcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz